A+ A A-

Działa czy nie działa? Głosy czytelników

Choć system kaucyjny wprowadzono już prawie sześć miesięcy temu, nadal użytkownicy mają z nim ogromne kłopoty. A przecież w Polsce nie wymyśliliśmy nic nowego, zasady są proste i czytelne. Co zatem zawodzi? Oceńcie sami. Oto kilka przykładów, jakie zgłoszono nam tylko w tym tygodniu.
Pierwszy z nich to zepsuty butelkomat w jednej z sieciówek. To się może zdarzyć, ale skutki awarii okazały się zupełnie nieoczekiwane – oto okolica sklepu (trawniki, chodniki) została zaśmiecona opakowaniami, których – nie mogąc ich skutecznie oddać – nikt nie chciał zabrać z powrotem. A sklep ignorował problem.
Przykład drugi – bolesne dla kieszeni skutki awarii butelkomatu.

Tym razem butelkomat jak gdyby nigdy nic przyjmował butelki i wydawał się sprawny do czasu, gdy klient chciał odzyskać kaucję. W tym momencie system się buntował i nie chciał ani obliczyć należności, ani wydrukować kuponu niezbędnego do jej odbioru w kasie. Ale opakowań też nie chciał oddać – zresztą jak by miał to zrobić, skoro już je zgniótł i schował w przepastnym wnętrzu butelkomatu?

Co teraz? W zasadzie nie dało się już nic zrobić. Klient mógł jedynie pożegnać się z pieniędzmi, które obowiązkowo pobrano mu w chwili zakupu napojów. Bo jak udowodnić, ile i jakich opakowań wrzucił? (a miał ich sporo). Ile takich osób nabrało się tego dnia w ten sam sposób?

Trzecia historia jest banalna, ale spotykana najczęściej. Za mało jest automatów do odbioru opakowań, za mało miejsc oddawania kaucji. Tworzą się irytujące kolejki, zwłaszcza że większość osób nie biega z jedną puszką czy butelką do sklepu, lecz zbiera je gdzieś w domu i oddaje większą ilość jednocześnie. Rekordzista, który gdzieś na Podhalu zainkasował prawie 400 zł zwrotu kaucji, musiał przynieść do skupu kilkaset puszek i butelek! Wyraźnie miał udany karnawał (mz)

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi!

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.